Seo w 2011 roku

Seo w 2011 roku

Powszechnie wiadomo jak się ma to co mówi nam wszystkim Caspar na oficjalnym blogu Google, do tego co tak naprawdę obserwujemy w rzeczywistości. Już od dawien dawna słuchamy, że wszystko co nie jest naturalne zostanie wyeliminowane z wyników wyszukiwarki, a jednak obserwujemy dość często, że mimo ostrych i stanowczych słów ze strony Google techniki nieakceptowane nadal przynoszą korzyści… Są zauważalne oczywiście zmiany wpływu np. Systemów Wymiany Linków (tzw. SWLi), o których google mówi najczęściej. Tak więc wiadomo już, że to co słyszymy z oficjalnych źródeł, nie zawsze musi pokrywać się z prawdą. Kilka lat temu był wybuch SWLi, jak grzyby po deszczu powstawały nowe systemy, których na chwilę obecną nie sposób zliczyć. Od dłuższego czasu Google stara się wyeliminować ich wpływ na wyniki wyszukiwań, jednak jedyne co udało się zrobić, to minimalnie ograniczyć ich znaczenie w przeliczaniu pozycji. Tak więc musimy sobie uświadomić, że życie pozycjonera to nieustanna walka… walka nie tylko o pozycję, ale także prześciganie się z miejscem pracy o fotel – jeżeli rozumiemy oczywiście stronę główną wyszukiwania Google, jako swoje miejsce pracy…

Ostatnio zauważam że poziom znaczenia i efektywności działania SWLi powoli, ale sukcesywnie spada. Co jest tego skutkiem? Ano to, że całe środowisko pozycjonerskie powoli odchodzi od systemów wymiany linków. Co więc ma począć pozycjoner? Pierwszym nasuwającym się na myśl rozwiązaniem jest zaprzestanie z korzystania z SWLi (lub ograniczenie go) i rozpoczęcie zdobywania linków przychodzących w naturalny sposób. Jest to najsensowniejsze rozwiązanie. Jednak nie każdy może sobie na taką zabawę pozwolić. Załóżmy hipotetyczną sytuację: Mamy pod opieką 40 stron naszych klientów. Aby utrzymać ich pozycję (a w większości przypadków podnieść je), należałoby dodawać stronę do co najmniej 10 katalogów dziennie. Daje nam to ok 400 wpisów dziennie. Zakładając że dodanie jednego wpisu zajmuje nam 4 minuty (mówię o ręcznym katalogowaniu) daje nam to czas pracy dla pojedynczej osoby ok 27 godzin dziennie… Czyli trzy godziny nadwyżki od G. zakładając że jesteśmy cyborgami którzy nie śpią… a trzeba jeszcze zajmować się papierkową robotą, fakturami, kontaktami z klientelą i szeregiem innych spraw o których po prostu nie chce mi się pisać, bo nie ma to najmniejszego sensu. Dla porównania przy korzystaniu z SWLa pozycjonowanie 40 firm zajmowało nam ok 1 godziny dziennie. Tak więc może się to okazać niewykonalne. Z pomocą mogą przyjść nam narzędzia do katalogowanie. Istnieją automaty i półautomaty. Półautomatem dodanie wpisu zajmie nam ok 2 minut, czyli połowa czasu dodania wpisu ręcznie. Co daje nam jakieś13-14 godzin pracy dziennie. Nie jest źle… kilka razy w tygodniu możemy się wyspać. Automat wykona za nas wszystko sam… musimy tylko uzupełnić dane, potrzebne do rejestracji i dodania wpisów. Jednorazowa robota – wszystko pięknie… niestety jednak automaty mają to do siebie, że nie są ludźmi, a zabezpieczenia takie jak tokeny są dla automatów nie do złamania, co sprawia że witryny na których wpisy doda nam automat są tak naprawdę bezwartościowe. Określam je mianem internetowego chłamu. Ale dość już o tym czego nie zrobimy… jakie rozwiązanie może nam pomóc? Otóż olbrzymia część pozycjonerów przerzuciła się na spamiarki. Powoli najzwyklejsze spamowanie zaczyna stawać się codziennością życia wielu pozycjonerów. Wyniki uzyskane w ten sposób można porównać do tych, które kiedyś byliśmy w stanie uzyskać za pomocą SWLi. Spam jest trudniej wykryć dla wyszukiwarki, jednak łatwo dla administratora strony którą chcemy spamować. Ale to już temat na odrębny wpis.